No zestrzel mnie
Nie stracę nic
Śmiało więc, bij
Namierzasz cel
Trafiasz mnie
Podnoszę się
Nie zniszczysz mnie
Obudziłam się o piątej ranu. Miałam koszmary - jak co noc. Wstałam. Włosy miałam tłuste i ogółem cała śmierdziałam potem (co mi czasami zapachem przypominało nagrzany pasztet), i winą. Usiadłam w kącie. Odgarnęłam włosy z czoła, uświadamiając sobie, że być może, nie jestem pierwszą osobą która znajdowała się w tym położeniu. Może ktoś przede mną siedział w tym właśnie kącie, łkając i myśląc o własnym końcu? Usłyszałam żelazną zasuwę. Podniosłam głowę ukrywając dziennik. Drzwi się otworzyły. Kto by pomyślał? Ja próbowałam je otworzyć miliardy razy, i nic z tego nie wyszło, a im to przyszło z taką łatwością.
- Przydzielamy ci
- Tak! Cholernie dobrze słyszę, i mam cię dość! Ledwo co wszedłeś do mojej celi i już chcesz wszystko zmienić. Do tej pory, było tu cicho i nikt nic nie mówił. Więc radze ci się przymknąć, bo chcę mieć spokój - Odwróciłam głowę w jego stronę. Patrzył na mnie oszołomiony.
- DOBRA! Nie musisz być taka agresywna! Spięłaś się jak mrówka do srania! - Powiedział i położył się na swoim łóżku. Ja nadal siedziałam skulona. Bałam się go, choć wiedziałam że wystarczy trochę siły i skupienia a już by było po nim. Nie wiem jak, ale bym się go pozbyła. Co prawda.. nie był groźny, przynajmniej nie dla takiego potwora jak ja, ale lubię siedzieć sama bez.... bez kogokolwiek
- Prawie nigdy... - Odpowiedziałam cicho.
- Czyli że co? Mamy cały dzień spędzać w tej pieprzonej celi, a jeżeli będą mieli zajebisty humor to być może nas nakarmią? - Skinęłam głową - ZAJEBIŚCIE! - Wrzasnął i uderzył pięścią w ścianę. Myślałam że zaraz zapadnie się na nas sufit.
- Masz - Podałam mu suchą bułkę z masłem i czymś co najprawdopodobniej było szynką. - Jedz i ale bądź cicho, próbuję się wyciszyć żeby przynajmniej dzisiaj nie wpaść w furię. - Znów usiadłam na parapecie.
- Ok.... - Bez słowa zaczął jeść. - A więc skąd jesteś? - Wypytywał. Przecież ten frajer miał siedzieć cicho! Milczałam. - Hej! Mówię do ciebie!
- CO JEST? DLACZEGO MNIE TAK CIĄGLE WYPYTUJESZ,CO? ZGŁĘBMY DUSZĘ LUNY, POZNAJMY LUNĘ. SORRY, ALE NIKT MNIE NIE I TAK NIE ZNA A JA NIE ZAMIERZAM Z TOBĄ ROZMAWIAĆ DŁUŻEJ NIŻ TO KONIECZNE! - Wrzasnęłam. Uśmiechnął się.
- Uświadamiasz sobie, że właśnie zdradziłaś mi swoje imię?- Tego nie przewidziałam. Miałam go przestraszyć, żeby się zamknął i przestał robić z siebie idiotę a on tylko się śmieje - Miałaś zamiar mnie przestraszyć tak? Niestety moja droga, ja jestem nieustraszony! - Wsadził ręce do kieszeni. Przekrzywił głowę, świat łamie się na pół. Moje serce bije szybciej. OPANUJ SIĘ< OPANUJ SIĘ! OGARNIJ EMOCJE!
- Jest pięta rano, może chcesz iść spać? - Chrząknęłam.
- O kurwa! Zabrali mnie tutaj tak wcześnie? Ja się czułem jak o piątej piętnaście....
- A jest jakaś różnica?
- Hmm no tak! Chodziło mi o siedemnastą..... - Zaczął myśleć. Położył się na łóżku. Zamilknął.
Dante
Luna cały czas tylko siedzi i patrzy się w okno, Nie wiem co ona takiego przeszła ale... cały czas musiała być sama. Sama cierpiała, sama była w każdym momencie swojego życia. Przynajmniej tak mi się wydaje. Ona odpowiada mi tylko na pytania "Tak" "Nie" albo "nie wiem" i coś pisze w dzienniku.
- Juz dwudziesta, radze ci iść spać, bo śniadanie dają o piątej a jak nie wstaniesz to ci minie jedyny posiłek - Powiedziała. I tak leżałem. Wpatrywałem się w sufit bez słów. Ona siedziała na parapecie wpatrując się w żelazne kraty
- Spojrzeniem ich nie wyłamiesz. - Mruknąłem pod nosem. Przewróciłem się na bok, plecami do niej.
- Spojrzeniem ich nie wyłamiesz. - Mruknąłem pod nosem. Przewróciłem się na bok, plecami do niej.
- Nie gadaj - Chyba mnie nie lubiła. Zaśmiałem się - MOJE CIERPIENIE ROBI CI FRAJDĘ? - Zapytała.
- Tak, to jest zajebiście zabawne. - Wzruszyłem ramionami. - Sama każesz mi spać, a się nie kładziesz..
- Bo nie chcę. Ja nie śpię. Potwory nie śpią - Potwory? Jakim ona była potworem? Piękne i długie czarne włosy. Duże, lśniące oczy, idealnie blada skóra.
Wpatrywała się w księżyc. Odgarnęła włosy z twarzy. Oparła głowę o ścianę.
Wpatrywała się w księżyc. Odgarnęła włosy z twarzy. Oparła głowę o ścianę.
Luna
Zadzwonił "alarm".
- O KURWA! Co się stało do jasnej cholery!? Pożar? WIEDZIAŁEM! Wiedziałem że z tym pierdolonym miejscem jest coś nie tak do jasnej cholery! - Dante zaczął panikować.
- Nie pożar, tylko kąpiel. - Powiedziałam.
- PIERDOLISZ! - Krzyknął.
- Nie. Daj mi rękę. Mamy pięć minut! - Chwyciłam go za rękę. Drzwi się otworzyły. Na korytarzu było ciemno.
- Że co? Pięć minut? Dlaczego tylko tyle?
- Normalnie jest piętnaście, ale odejmując czas przejścia i dobicia się do łazienki właśnie tyle zostaje. No i jeszcze odejmując powrót. - Chwyciłam go za nadgarstek i pobiegłam po omacku. Znałam te korytarze jak nikt. Ja byłam najczęściej wywożona do tych różnych pokoi tortur które miały nam pomagać. Niestety, tylko wprowadzały nas w obłęd.
- Ok! Masz mydło! - Podałam mu małą kostkę mydła. Tylko tyle zostało. Zostały dwie małe kostki mniej więcej tego samego rozmiaru.
- A co mam zrobić z ubraniem? - Zapytał.
- Ymm zdjąć? - Zapytałam retorycznie.
- Nie o to chodzi! Gdzie mam je zostawić?
- Odłóż gdzieś na bok. I szybko! Zostały dwie minuty! - Powiedziałam. Ja oczywiście miałam najłatwiej. Rozciągnięta długa koszulka i leginsy które ściągnęłam jednym płynnym ruchem. Szybko odkręciłam korek. Moje ruchy były mechaniczne. Zimna woda zaczęła cieknąć po mojej twarzy. Zakręciłam. Podałam Dantemu ręcznik.
- Tak szybko?
- Musimy szybko dojść do celi inaczej nie dostaniemy śniadania - Powiedziałam ponuro. Chwyciłam go za rękę i pobiegłam ciągnąc go za sobą. Zaczęły zapalać się światła. W ostatniej chwili zdążyliśmy. Drzwi się zamknęły, a blade światło znów rozjaśniło celę. Wtedy zauważyłam że w celi nie było Dantego. Usłyszałam odgłosy bójki. Wtedy został wepchnięty do celi.
- Młoda! - Krzyknął jeden ze strażników. Podniosłam głowę. - Śniadanie - Stałam chwilkę zastanawiając się co zrobić. Pójść czy zostać z Dantem i zobaczyć co się stało. - SZYBCIEJ! - Popędzali. Wyszłam. Oglądając się niepewnie za siebie.
- Ok! Masz mydło! - Podałam mu małą kostkę mydła. Tylko tyle zostało. Zostały dwie małe kostki mniej więcej tego samego rozmiaru.
- A co mam zrobić z ubraniem? - Zapytał.
- Ymm zdjąć? - Zapytałam retorycznie.
- Nie o to chodzi! Gdzie mam je zostawić?
- Odłóż gdzieś na bok. I szybko! Zostały dwie minuty! - Powiedziałam. Ja oczywiście miałam najłatwiej. Rozciągnięta długa koszulka i leginsy które ściągnęłam jednym płynnym ruchem. Szybko odkręciłam korek. Moje ruchy były mechaniczne. Zimna woda zaczęła cieknąć po mojej twarzy. Zakręciłam. Podałam Dantemu ręcznik.
- Tak szybko?
- Musimy szybko dojść do celi inaczej nie dostaniemy śniadania - Powiedziałam ponuro. Chwyciłam go za rękę i pobiegłam ciągnąc go za sobą. Zaczęły zapalać się światła. W ostatniej chwili zdążyliśmy. Drzwi się zamknęły, a blade światło znów rozjaśniło celę. Wtedy zauważyłam że w celi nie było Dantego. Usłyszałam odgłosy bójki. Wtedy został wepchnięty do celi.
- Młoda! - Krzyknął jeden ze strażników. Podniosłam głowę. - Śniadanie - Stałam chwilkę zastanawiając się co zrobić. Pójść czy zostać z Dantem i zobaczyć co się stało. - SZYBCIEJ! - Popędzali. Wyszłam. Oglądając się niepewnie za siebie.
Dante
Drzwi celi zostały automatycznie zamknięte. Poczułem czyjąś zimną dłoń na ramieniu.
- Wiesz z czym to się wiąże - Powiedział basowy głos.
- Wiem - Odwróciłem się w jego stronę - Ale nie będzie wam ze mną tak łatwo - Walnąłem mu z kolana w brzuch. Zablokowałem cios. Prawy sierpowy, lewy sierpowy. Skoczyłam na jego barki i zabrałem mu paralizator. Wycelowałem w niego. Niestety wykręcił mi rękę i wrzucił do celi gdzie Luna już czekała. Stała na środku z mokrymi włosami.
- MŁODA! - Krzyknął facet - Śniadanie - Ona stała przez chwilę, po czym wyszła. Nie zważała na mnie. Wcale. Tylko pomogła mi trafić do prysznica.... Nie rozumiem. Może to pora żeby mieć ją w dupie.... żeby przestać się zamartwiać i zacząć pieprzyć cały świat? Byłe żeby przestać czuć. Drzwi się zamknęły. Położyłem się na łóżku. Próbowałem sobie przypomnieć przeszłość. Krew. Pełno krwi. Wampiry. Zabiły mnie, ukradły moją duszę. Zabiły to kim byłem, ukradły to kim byłem. Nie pamiętam nic sprzed tego okresu. Tylko wampiry. Kto mnie uratował? ktoś kto mnie teraz tu posadził. Poczułem jak moje ręce stają się gorące. Serce zaczęło bić szybciej.
- OPANUJ TO! OPANUJ TO! - Krzyczałem sam na siebie by się uspokoić. Wpatrzony w sufit leżałem na łóżku. Jak Luna to robiła? Cały czas odkąd tu jestem była taka opanowana... taka cicha... a mówili mi że ona jest agresywna....
- OPANUJ TO! OPANUJ TO! - Krzyczałem sam na siebie by się uspokoić. Wpatrzony w sufit leżałem na łóżku. Jak Luna to robiła? Cały czas odkąd tu jestem była taka opanowana... taka cicha... a mówili mi że ona jest agresywna....
* - Witaj Dante w Instytucie Likwidacji - Powiedział kierownik oddziału. - Miło wiedzieć że istnieje chociaż jedna osoba, na tyle odważna żeby sama się tu zgłosić ze swoim upośledzeniem - Mówił. - Niestety, wolna jest tylko cela jednej z naszych najgorszych podopiecznych. Wróżymy jej daleką śmierć.. Jest zbyt silna... zbyt niebezpieczna. - Mówił. - Mam nadzieję że się dogadacie... i że będzie w miarę ogarnięta." Instytut Likwidacji? Ten facet był przecież zajebiście miły....." pomyślał Dante. Strażnicy go prowadzili do celi.
- Młody - Powiedział do niego jeden z nich - Ta dziewczyna jest trudna. Nawet my jej nie złamaliśmy. Próbowaliśmy już wszystkiego, a ona nadal albo wpada w furię albo myśli...
- KENT! Ta bestia nie myśli! - Powiedział drugi. Dante miał ochotę mu przywalić. - Przecież ona ciągle tylko siedzi przy tym oknie! Pamiętasz jak ostatnio uciekła? O boże! Jak nią rzucało...
- Luna nie jest psycholką - Powiedziałem do siebie - Ona po prostu miała trudne dzieciństwo.. - Bo kto nie miał trudnego dzieciństwa? Ona siedzi tutaj od dwunastego roku życia, tyle się dowiedziałem przynajmniej z jej akt. Musiała szybko dorosnąć, szybciej dojrzeć. Nie mogła płakać za mamusią i tatusiem, który tak ją kochali ze aż się jej pozbyli. Pozbyli się również moich rodziców. Powód? Nie byłem pewny. Oni przecież byli normalni. Nie byli groźni, chcieliśmy wieść normalne życie.. Niestety, Instytut likwidacji nam je odebrał!
14 lat wcześniej...
Mały chłopiec został pozostawiony w lesie. Dorwały go wampiry. Czy to był Dante? Tak. Był pewien, że zginie. Że zostanie zabity... Pojawił się wysoki, srebrnowłosy mężczyzna. Polała się krew. Mnóstwo krwi. Śnieg przesiąkł czerwienią. Chłopak odwrócił się w stronę Dantego. Twarz miał umazaną krwią. W ręku trzymał yamato.
- Nic ci nie jest? - Zapytał. Dante nie mógł mówić. Skinął głową. - To dobrze. Gdzie twoi rodzice?
Dante nie mógł nic powiedzieć. Bał się. - Młody? Coś nie tak?
- Ja.... ja nie mam rodziców... - chłopak zaniemówił - Zostały zabite przez wampiry. Oni kazali mi uciekać z wujkiem. On mnie tu zostawił i poszedł walczyć z wampirami... już nie wrócił.... - Dantemu napłynęły łzy do oczu.
- Chodź młody - Mężczyzna około dwudziestoletni wziął go za rękę i poprowadził do najbliższego domu.
- Ja.... ja nie mam rodziców... - chłopak zaniemówił - Zostały zabite przez wampiry. Oni kazali mi uciekać z wujkiem. On mnie tu zostawił i poszedł walczyć z wampirami... już nie wrócił.... - Dantemu napłynęły łzy do oczu.
- Chodź młody - Mężczyzna około dwudziestoletni wziął go za rękę i poprowadził do najbliższego domu.
CHWILA DZISIEJSZA....
- tyle krwi.... - Powiedziałem. Ta krew. Ona skaziła moją duszę. Wydawało mi się, że coś kapie na moją głowę. Wydawało mi się, że to krew, To było złudzenie.
LUNA
- I jak młoda? - Zapytał mnie Ric gdy mieszałam widelcem w jakiejś szarawo-czerwono-.żółtej papce.
- Obrzydliwe - Powiedziałam.
- Szczera, jak zwykle! - Podsumował. Podał mi pod żelaznym stołem paczkę.
- tylko jedna? - Szepnęłam.
- Zawsze była jedna. Skąd ta zmiana?- Zapytał.
- Wiesz że do instytutu doszedł nowy. - Skinął głową - No i on dzisiaj nie dostał śniadania, i najprawdopodobniej przez o, że walczył z nimi nie dostanie w najbliższych trzech tygodniach, a może nawet dłużej...
- Aham....
- Chodzi o to że... Czy mógłbyś....
- Mam mu też robić paczkę? - Odgadnął.Ric zna mnie cholernie dobrze Ric nie zna mnie aż tak dobrze jak mu się zdaje.
- Tak.
- Jasne... tylko ostrzegam, nie będą takie wypasione jak twoje - Odszedł od stołu. Ja skończyłam jeść kaszopodobne coś i powiadomiłam strażników że idę. Paczkę od Rica schowałam pod koszulką (dlatego była taka rozciągnięta) u wyszłam.
- Obrzydliwe - Powiedziałam.
- Szczera, jak zwykle! - Podsumował. Podał mi pod żelaznym stołem paczkę.
- tylko jedna? - Szepnęłam.
- Zawsze była jedna. Skąd ta zmiana?- Zapytał.
- Wiesz że do instytutu doszedł nowy. - Skinął głową - No i on dzisiaj nie dostał śniadania, i najprawdopodobniej przez o, że walczył z nimi nie dostanie w najbliższych trzech tygodniach, a może nawet dłużej...
- Aham....
- Chodzi o to że... Czy mógłbyś....
- Mam mu też robić paczkę? - Odgadnął.
- Tak.
- Jasne... tylko ostrzegam, nie będą takie wypasione jak twoje - Odszedł od stołu. Ja skończyłam jeść kaszopodobne coś i powiadomiłam strażników że idę. Paczkę od Rica schowałam pod koszulką (dlatego była taka rozciągnięta) u wyszłam.
DANTE
Luna wchodzi do celi.
- Zostawiłaś mnie - Powiadomiłem ją.
- Mogłeś się z nimi nie bić.
- Mogłem, ale chciałem się z nimi bić więc ich pobiłem. - Wyjęła coś spod koszulki. Papierowa torba.
- masz! - Rzuciła mi jabłko.
- Skąd to masz?
- Ty nie wiesz, o Ric'u? Kucharz. Jedyna pozytywna osoba w tym koszmarnym miejscu. Powiedziałam mu o tobie. Będzie robił ci takie paczki jak mi, tylko "nie takie wypasione" - Wzruszyła ramionami - Nie ma za co - Znów usiadła na parapecie.
- Jak dobrze go znasz? - Spytałem.
- Na tyle dobrze, żeby wiedzieć że mogę mu ufać - Wzruszyła ramionami - Tobie też radzę zacząć. Wyjęła bułkę i zaczęła jeść. Zdziwiła mnie. Z jednej strony - ma mnie w dupie, z drugiej strony - opiekuje się mną. Pojebany ten świat.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz