Muzyka

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 2

Rozdział 2


Nie czuj

Nie przeżywaj

Bądź silna

Nieustraszona

Może pewnego dnia będę

Może pewnego dnia

Będę wolna

I taka jak chcielibyście żebym była



- ŚNIADANIE! - Powiedziałam Dantemu rzucając mu papierową torbę, a swoją wyjmując spod koszulki. Zawartość mojej była większa, ale ważne że Ric się starał zrobić mniej więcej takie same.
- Dzięki. Powiedz Ricowi że jestem mu wdzięczny! - Zaczął żuć bułkę.
- Nie trzeba mu nic mówić. On wie. - Wzruszyłam ramionami i usiadłam w kącie.Wyjęłam jabłko i wgryzłam się w nie.
- Naprawdę?
- Ric jest jasnowidzem.. medium.. tak mi się przynajmniej wydaje - Wzruszyłam ramionami  -Zna to miejsce jak nikt. Ma różne kontakty... gdyby nie on.. to pewnie byłby już mój koniec... - Powiedziałam. Koniec mojej smutnej, samotnej egzystencji Koniec tej bestii którą jestem.
- Skoro Ric tak dobrze zna to miejsce.... może by też wiedział jak stąd uciec - Spojrzałam na niego. W jego oczach zobaczyłam błysk szaleństwa, błysk nadziei.
- No możliwe... - Założyłam włosy za ucho. - Zapytam go... - Cisza. Sekundy miajają. Raz. Dwa. Trzy.
- Czyli jednak masz dość tego miejsca? -Przerwał tą piękną ciszę - Jednak chcesz żyć? - Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Życie tu, czy tam? - Wskazałam głową na okno - Żadna różnica. I tak nikt mnie nie zaakceptuje - Wzruszyłam ramionami. Zasmiał się.
- Naprawdę myślisz że świat cię nie chce? - Skinęłam głową - Nie wiesz tego? Świat cię woła! Widać to każdego dnia. Zawsze gdy siedzisz wpatrzona w to pieprzone okno... dziwne że tego nie czujesz. - Wgryzł się w bułkę.
- Jaki masz plan - Mój głos był wyprany z emocji. Uśmiechnął się.
- Zobaczysz - Na jego twarzy pojawił się uśmiech.


Dante


- Ja ci mówię, że to będzie niewypał - Luna krzyżowała ręce na piersi bez przekonania, gdy usłyszała mój przeepicki plan.
- To nie będzie wypał - Powiedziałem.
- No! W końcu mówisz po ludzku...
- To będzie ZAJEBISTOŚĆ! - Powiedziałem.
- Jesteś debilem - Powiedziała.
- Masz rację - Wzruszyłem ramionami - Ale ucieczka jest jedyną szansą na wolność - Całe szczęście, w kamerach nie ma mikrofonu więc udawaliśmy że się kłócimy i zachowaliśmy pozory.
- Nie rozumiesz? oni nas zabiją! - Wrzasnęła.
- Jeżeli Ric nam pomoże to nas nie zabiją - Wtedy do celi wszedł Ric.
- CO ja? CO JA? Ja miałem wam tylko przygotować mapę! - Powiedział i dał nam tace z jedzeniem. Pod nimi przyklejone były kartki z dokładnie rozrysowanym planem Instytutu.- Powodzenia - Zamknął drzwi.
- To jak? Uciekamy? - Zapytałem Luny.
- Uciekamy - Potwierdziła. Odgarnęła włosy z twarzy.
LUNA
Godzina 23:31. Wszystko przygotoweane. Ric zostawił nam klucze do celi. Dante spojrzał na mnie
- Gotowa? - Zapytał.
- Gotowa - Skinęłam głową. Otworzył drzwi. Ostrożnie przekradaliśmy się między korytarzami. Wtedy usłyszeliśmy alarm/
- CO DO CHOLERY! - Krzyknął.
- Prysznic! A co? Nie pamiętasz? - Odpowiedziałam mu. Wszyscy strażnicy zamiast otwierać drzwi skupili się na nas.
- Kurwa - Powiedział pod nosem.
- Ja biorę tych z lewej a ty bierzesz tych z prawej? - Zaproponowałam.
- To jest na poważnie. - Powiedział twardo. Wtedy coś we mnie wstąpiło. Nagle wiedziałam co robić. Skupiłam się. Spojrzałam na żołnierzy. Wszyscy chwytając się za głowę upadli na podłogę.
- CO ty...? Jak? - Zapytał mnie Dante gdy ucielakiśmy. To było za łatwe. Zdecydowanie zbyt łatwe.
- Musimy biec szybciej. Ja ich nie zabiłam , tylko ich ogłuszyłam. Mogą się nieługo wybudzić - Wrzasnęłam. Przyśpieszyliśmy. Opuściliśmy Instytut. Spjrzałam ostatni raz na jego okno. Moja cela. Pusta, szara. Jedyne miejsce które odwiedzałam przez ostatnie kilka lat życia, to była ta pieprzona cela! Dante wziął mnie za rękę.
- Biegnij! - Wrzasnął. Prowadził. Biegliśmy pustymi, smutnymi i zniszczonymi uliczkami. Ktoś nas gonił. Odwróciłam się. Mężczyźni ubrani na czarno. Strzelali do nas. Dostałam. Upadłam. Dante podbiegł do mnie. - LUNA! Wstawaj! Luna! - Krzyczał. Mężczyzna w czarnym hełmie podszedł do mnie. Schylił się. Pojawiła się ciemność. Ostatnie co słyszałam to Dante wołający moje imię. Czułam że umieram. jak zycie ze mnie ulatuje. Przed moimi oczami pojawiła się nicość. W niej pojawił się Nick.
- Luna - Powiedział i przyszedł mnie przytulić. Wyglądał jak Nick, miał jego głos, miał jego oczy. - Nie wierzę że znów cię widzę! - Powiedział. Pozwoliłam łzom ulecieć. Spływały na jego tors. Odsunął mnie od siebie. SPojrzałam w jego niebieskozielone oczy - Nie możesz się poddać - Powiedział do mnie.
- Ale ja... ja nie dam rady! To... to mnie przerasta! - Krzyczałam łkając. Przeczesałam włosy palcami.
- Nie. Luna, to się dzieje w twojej głowie. W twojej głowie to też się zakończy, Uwierz mi! Wierze w ciebie - Powiedział i zniknął w ziemnościach.
- NICK! NICK! - Wrzeszczałam za nim. Opadłam na kolana. Ukryłam twarz w dłoniach. Mój dziennik. Mój jedyny przyjaciel. Jedynie on mi został.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz