Zostałam uwięziona
jak przeklęty przestępca,
Modliłam się o pomoc,
bo nie mogłam tego znieść
Nie skończyłam,
To nie koniec.
- Jak się spało? - Zapytał chłopak stojący w przejściu.
- CO? Gdzie ja jestem? Co to za miejsce!? GDZIE DANTE?! - Krzyczałam wstając momentalnie z łóżka.
- Dante jest bezpieczny... - Zaśmiał się - Dałaś się nabrać.
- Że co? - Zapytała.
- Chodź słońce, pokażę ci coś - Powiedział i zaprosił mnie do windy. Po chwili byliśmy w ciemnym pomieszczeniu. Gdy wcisnął guzik pilota światło rozjaśniło cały pokój.
- Wprowadźcie Spardę! - Krzyknął. Zza drzwi wyszedł Dante.
- Co? Ty dla niego pracujesz? - Nie mogłam uwierzyć. On był pierwszą osobą od tylu lat której ufałam, a on tak zwyczajnie mnie oszukał!
- A co? Myślałaś że przypadkiem trafił do twojej celi? Zwłaszcza że mieli miliardy innych osób oddzielonych od świata, które z wielką chęcią by miały towarzysza do rozmowy? - Vergil chodził w kółko - Nie. On był twoim testem. Miałem nadzieję że jak reszta tych psycholi będziesz się na niego rzucała, zalewała go pytaniami, podpierdzielisz mu portfel! - Wymieniał - A ty tylko siedziałaś mając cały świat w dupie i czekając aż ktoś cię zabije. Cały czas, cały czas byłaś w tym pieprzonym kącie abo parapecie! Nie rozmawiałaś z nim... dopóki nie dostałaś okazji... - Zatrzymał się. Zrobił pauzę. - Jak widać nasz Dante odegrał swoją rolę zbyt perfekcyjnie. - Odwrócił się w stronę zdrajcy - Żołnierzu! - Dante stanął na baczność - Zaprowadź ją do pokoju i oprowadź ją po jednostce. Niech czuje się jak w domu - Powiedział i wyszedł.
- Luna.... - Zaczął Dante - To nie tak jak myślisz...
- Więc jak? To chyba jasne że nigdy nie myślałeś o mnie jak o człowieku! - Powiedziałam powstrzymując łzy - To jasne że byłam dla ciebie tylko narzędziem! Miałeś nadzieję na awans co? Czy może miałeś potrzebę spokoju od tego pojebanego kolesia! Tego zamaskowanego dupka! - krzyczałam.
- Proszę, nie mów tak o nim.. nie wiesz jaki jest... On chce ci pomóc...
- On? On chce mi pomóc? Jedyną osobą która chciała mi pomóc był mój brat Nick! Niestety już nie żyje! Umarł! Wiele lat temu! - Powiedziałam.
- Kto ci to powiedział? - Zapytał Dante.
- Rodzice.
- Z tego co mi mówiłaś, oni traktowali cię jak bezwartościowe gówno. - Skrzyżował ręce na piersi - więc skąd pewność że mówili ci wtedy prawdę? Może po prostu chcieli żebyś się poczuła jak jakiś pierdolony śmieć! - Krzyczał.
- Mam już tego dość! Zrób to co miałeś zrobić, i daj mi spokój! - Rozkazałam. Oboje wsiedliśmy do windy. Jedyne co zakłócało ciszę była ta cholernie wnerwiająca melodyjka!
- Więc chodź! Skoro tak bardzo chcesz się mnie pozbyć - Dante wyszedł i zmierzał prosto do jakichś drzwi. Wtedy coś zabolało mnie w piersi. Upadłam. - Co jest? - Zapytał spoglądając na mnie.
- Co się stało.... Dlaczego tak mnie tu boli....
- Rotti wczoraj cię tu postrzelił. Po prostu, chciał zachować wiarygodność. Nadal nie wiemy do czego jesteś zdolna, więc udał ze cię zabija, tak naprawdę celując tylko w miejsce między sercem a płucami, Jesteś bezpieczna - Wzruszył ramionami. Podszedł do mnie i pomógł mi wstać. Za pomocą karty otworzył wielkie drzwi i oto znaleźliśmy się w moim pokoju. Drogie dywany, tapety, pościele, poduszki... Aż mi się zrobiło niedobrze od tego przepychu. - To tutaj - Powiedział obojętnie i wyszedł pozostawiając mnie samą mojemu cierpieniu. Przypomniał mi się Nick.
9 lat wcześniej....
- Nie złapiesz mnie! - Krzyczała mała Luna.- Luna! Luna! Czekaj! - Krzyczał za nią Nick, jej starszy brat. Chłopak był wysoki. Miał niebieskie oczy i krótkie brązowe włosy. Zatrzymał się. Oparł o drzewo, bardzo zdyszany.- Co się stało? - Zapytała dziewczynka. - Nic maleńka.... - Powiedział. Podszedł do niej - Zdajesz sobie sprawę, że za kilka tygodni już nie będziemy mogli tak biegać? - Dlaczego? - Wiesz.... Jadę do szpitala... nie na długo... ale póki jeszcze tu jestem i pamiętam, chcę ci to dać - Uśmiechnął się. - Wyciągnij rękę i zamknij oczy. - NIiick! Wiesz że nienawidzę niespodzianek! - Powiedziała.- Zaufaj mi młoda. - Luna zamknęła oczy. Zdjął swój "amulet" który zawsze mu towarzyszył w dobrych i złych chwilach, przynosił mu szczęście. Położył go na ręcę Luny - Otwórz oczy. - Powiedział. Dziewczynka widząc co jej podarował uściskała brata.-Dziękuję Nick! ALe... nie mogę tego przyjąć.... - Hej! Ja ci tego nie daję! Tylko dostajesz to ode mnie na przechowanie! Oddasz mi jak wrócę!- A kiedy wrócisz? - hmm trochę czasu minie....- A wrócisz na pewno?- Dla mojej małej Luny zawsze - Uśmiechnął się.
Chwila dzisiejsza....
Nick chyba wiedział że nie wróci. Chciał żebym coś po nim miała. Coś czego nie spalą rodzice...Niestety, gdy się dowiedziałam o jego śmierci wyrzuciłam ten naszyjnik i nie mogłam go znaleźć. Łzy pociekły z mojej twarzy. Cały ten czas, który poświęcił dla mnie, był jego ostatnim.
- Luna.... To znaczy Panno Forbes dostałem rozkazy i mam przekazać ci że za kilka godzin ty i Vergil...... - Dante wszedł do mojego pokoju. Nagle zamilkł - O KURWA! C się stało? Dlaczego płaczesz?
- Nick... Mój brat... on..... on się o mnie troszczył i musiał.... musiał skończyć tak jak skończył.... To ja powinnam zachorować! To ja powinnam umrzeć! - Oddycham. Dyszę na dywan. Łzy cieknął. Sekundy w ciszy mijają. Jedna. Dwie. Trzy. Wtedy Dante ją przerywa.
- No cóż... Nick był bardzo... zacnym człowiekiem....
- Nie znałeś go! On nie był zacny. On był aniołem! Zawsze w stosunku do mnie był serdeczny, miły... opiekował się mną! Chronił mnie przed moją własną matką!
- Dlaczego miał cie przed nią bronić? - Wstałam. Przeczesałam włosy palcami.
- BO ONA CHCIAŁA MNIE ZABIĆ! - Wrzasnęłam. Dante zaniemówił - Tak! Moja własna matka mnie biła, poniżała, i to ona oddała mnie do tego psychiatryka! - Dante milczał. Stał jakby zobaczył ducha - Co mi powiesz? Nadal uważasz mnie za psycholkę, dziwaka, a może za świruskę? Bo nie da się ukryć że jestem popierdolona! - Krzyczałam. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Wyrywałam się. Ale on mnie trzymał zbyt mocno bym mogła uciec.
- Nigdy nie uważałem cię za świruskę. - Powiedział. - Znalazłem to, gdy cię wynosili. Było w... w materacu.... - Powiedział. W jego ręce był wisiorek który dostałam od Nicka - To chyba.... dostałaś to od Nicka, prawda? - Zapytał.
- Tak... Skąd wiesz? - Otworzył srebrne kółeczko. W środku było zdjęcie moje i Nicka. Ja miałam zaledwie dwa latka, on miał już siedem.
- Stąd. - Uśmiechnął się. Założył mi wisiorek. - Radzę ci go schować... bo Vergil się wkuuurwiii - Przeciągnął specjalnie. - I on chce cię widzieć. Chodź, pokażę ci gdzie jest łazienka. Otworzył drzwi. łazienka była ogromna. - Tu jest prysznic, tam kibel.... A tam...- Naprzeciw drzwi stała wielka szafa po brzegi wypchana sukienkami i innymi takimi. - Tu są twoje nowe ubrania....
- Ale po co mi? Mi wystarczą te - Wskazałam na to co miałam na sobie, wyżółkły, blady t-shirt i poprzecierane leginsy. Uśmiechnął się - A poza tym... tu jest za dużo sukienek.... czy nie ma przynajmniej jednej pary spodni....- Zaczął się śmieć.
- No cóż.... jeżeli Julia to ogarniała, to nie licz na nic poza kieckami i obcasami, a jeżeli Kat, to być może znajdą się też spodnie...Kat jest bardzo uniwersalna.... więc pewnie by były.... - Zaczął grzebać w szafie.
- Chyba... bardzo ją cenisz...- przeczesałam włosy palcami. Nie widziałam tego, ale wiedziałam ze się uśmiecha.
- No tak jakby... - Odwrócił się w moją stronę - Kat i ja spotykamy się już od... dwóch... nie! Trzech! Już od trzech lat...
- Oł... to gratuluję udanego związku.... - Byłam ledwo zszokowana. Czyli że od samego początku się myliłam? Wydawało mi się że Dante jest typem cwaniaczka, który z każdą jest tylko na jedną noc a tu.... TAKI SZOK!
- Dzięki..... Wiem że nie wyglądam na faceta który wielbi długotrwałe związki ale... nie ocenia się książki po okładce....
- Tak... ja właśnie myślałam że należysz do tej grupy drani.... - Podniósł brew do góry. Zaśmiał się.
- Bo....?
- Bo jesteś mega przystojny, umięśniony, seksowny, i ogółem typowy przystojniak, który może mieć każdą....
- No cóż... miło mi to słyszeć że tak o mnie myślisz... ale się myliłaś. - Podał mi parę dżinsów i T-shirt z napisem "Demons never cry" - Jak już mówiłem, Kat jest praktyczna. Pewnie kombinowała razem z Julią która zapewne nie chciała jej dopuścić do roboty ale ona jest niezłą cwaniaczką - Poczochrał mi włosy i wyszedł - Kenji po ciebie przyszedł! - Krzyknął zza drzwi. Szybko sie przebrałam i wybiegłam żeby zobaczyć kim był Kenji. Ciemnowłosy chłopak. Chyba był Azjatą.
- Nie tak sobie wyobrażałem pojebaną świruskę - Powiedział praktycznie rozbierając mnie wzrokiem.
- Czyli? - Zapytałam podchodząc do niego i krzyżując ręce na piersi. Moje kruczoczarne włosy opadały na ramiona. Były klapnięte i proste jak druty, do czego już się przyzwyczaiłam. Podczas ośmiu lat w osamotnieniu, człowiek zaczyna mieć głęboko w dupie, co o nim myślą.
- No cóż..... wyobrażałem sobie ciebie jako paskudną okularnicę a tymczasem wyglądasz mi na najlepszy materiał na protytutkę.... - Powiedział. Uniosłam brew do góry. - Dobra! Verg czeka! Chodź! - Zawołał. Weszliśmy do windy. - A więc... ska znasz Dantego? - Zapytał.
- Z celi - Powiedziałam pod nosem. Kenji się zaśmiał.
- Naprawdę? Łoo - Dalej się śmia.
- Co cię tak śmieszy? - Spojrzałam na niego kontem oka. Zwijał się ze śmiechu.
- Nic... tylko że wyobraziłem sobie co ja bym z tobą robił w celi gdyby to mnie tam wysłali - Walił głową w ścianę windy.
- Lepiej nie zaglądajmy w te rejony... dobrze?
- No cóż... kiedyś i tak oszalejesz na moim punkcie - Powiedział chowając dłonie w kieszeniach dżinsów. Wychodząc z winy posłałam mu mordercze spojrzenie.
- Luna, to naprawdę ty? - Zapytał jasnowłosy mężczyzna.
- Jak widać na załączonym obrazku - Powiedziałam.
- Nie pamiętasz mnie, mam rację? - Stał w cieniu.
- Ta... pamiętałabym psychopatę który się wziął nie wiadomo skąd i teraz mnie umieścił w bazie wojskowej - Wzruszyłam ramionami - Ale no cóż, takie życie.
- Dobrze cię traktowano? - Zapytał. Podszedł do kumputera.
- O tak! Wręcz uwielbiam jak obcokrajowcy proponują mi seks i porównują do dziwek - Uśmiechnął się pod nosem. Zaczął się śmiać.
- Cały Kenji! - Odwrócił się w moim kierunku. - Przepraszam ca niego, on po prostu taki jest. - Wzruszył ramionami - Dla niego każda dziewczyna jest idealny materiałem na prostytukę. - Podszedł do drzwi - Chodź! Muszę ci coś pokazać. Może sobie przypomnisz kim jestem - Poszłam za nim. Byliśmy w wielkim tunelu. Światła zapalały się jedno po drugim. Wsiadł do sportowego auta.
- Jedziemy? - Zapytał przekręcając kluczyki w stacyjce. Nie miałam wyboru. Musiałam z nim iść. Wstadłam. Samochód miał skórzane pokrowce na fotelach i świeżo odnowioną tapicerkę.
- Gdzie jedziemy? - Zapytałam.
- Cóż za ciekawskie dziecko - Powiedział pod nosem wykręcając z garażu. Przeklnęłam pod nosem.
DANTE
Wyglądam przez okno. Do posiadłosci wjeżdża cabriolet Vergila. Wysiadają. Idzie z Luną do środka. Czekam na nich. U mego boku Kat i Julia.- Cześć Dante! - Zawołał na mój widok białowłosy.
- Siema - Odpowiedziałem. Luna nawet na mnie nie spojrzała. Kat do niej podesżła.
- A więc ty musisz być Luna? Wiele o tobie słyszałam - Powiedziała ze stoickim spokojem.
- A ty pewnie jesteś Kat - Nowicjuszka specjalnie przedłużyła jej imię. Katherine skinęła głową. - Dante wspominał - Luna wskazała na mnie głową.
- OK! Koniec pogaduszek! Czas się zbierać do roboty - Przerwał im Vergil - kat, wiesz co robić - Powiedział a Kat niczym posłuszna niewolnica wypełniłą rozkaz. Wyjęła z wielkiej tuby kawałek papieru i spray. Każdy kontur dokładnie pokrywała śmierdzącą substancją znajdującą się w pojemniku.
- Ok... co mam robić? - Zapytała Luna.
- To jest portal do Atuum... Świata równoległego, tam mieskzają demony - Wyjaśniła. Właśnie dlatego to Kat była moją dziewczyną a nie Julia.
- Nie martw się, Dante będzie tam z tobą - Powiedział Vergil na widok wielkich oczu Luny, na wieść o demonach.
- Ale... ja nawet nie wiem co to za miejsce... - Jej łonie się trzęsły. Wystarczyło sie bardziej wsłuchać, by usłyszeć bicie jej serca. Było jak trzepoczące skrzydła.
- To był twój dom - Odpowiedział Białas ze stoickim spokojem.
- ja.. ja nie pamiętam - Uspokoiła się. Zwoliniła oddech, a wraz z nim łopotanie serca ucichło.
- Zaraz sobie przypomnisz - Wskazał głową na portal. Stanęła w nim, pełna niepewności. Było to widać po oczach. Stanąłem u jej boku.
- Nie martw się.... pierwsza podróż zawsze jest trudna - Uśmiechnąłem się by dodać jej otuchy. Nie patrzyła na mnie. Czym ja się do jasnej choleru u niej naraziłem??!
LUNA
Dante był blisko. Zbyt blisko. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów.- Boisz sie? - Zapytał. Ja boję się? Niby czego? Twojej bliskości? Nie! WCALE!
- Nie... -Wstchnęłam cieżko i powoli wypuszczałam powietrze.
- Masz - Podał mi dwa pistolety. - Sirellion i Nastmar, są niezawodne. - poszedł swobodnie. Wszystko zaczęło przybierać na barwach. Było dużo czerwieni, której wręcz nie znosę. Czerwień. Czerwień to krew. Czerwień to krew na moich rękach. Czerwień to kolor miłości. Miłość oznacza słabość. Nie mogę okazać słabości. Nie mogę zawieść Nicka. Ścisnęłam ręce w pięści. Zacisnęłam szczęki. Podązyłam za nim. Usłyszałam dziecięce śmiechy gdy wchodziłam po chodach okrytych szkarłatnym dywanem.
- No dalej LUNA! No chodź! - Zawołał jakiś chłopczyk.
- Chwila..? Luna? - Zobaczyłam dwoje dzieci. Dziewczynkę i chłopca. Dziewczynka miała z dwa.. no może trzy latka. Pobiegłam za nimi. Poprowadziło mnie to do pokoju. Zawieszony był w nim wielki obraz.
- To był pokój twojej matki - Powiedział Dante. Moja matka? Ona chciała mnie zabić! - Nie martw się. Twoja matka to nie ta sadystyczna zdzira którą nazywałaś "mamusią" - Wzruszył ramionami. Skoro nie ona była moją matką, to kto? Zamknęłam oczy. Starałam się ją przypomnieć. Przypominałam sobie jedynie krew. To właśnie wtedy zaczęła się moja historia. Od krwi. Od śniegu przesiąkniętego krwią. - Chodź - Dante wziął mnie za rękę. Pociągnął za sobą. Zobaczyłam dzieci wychodzące spod łóżka. Śmiały się. Przykucnęłam tam i wsadziłam dłoń w ciemności. Wyciągnęłam stamtąd stare zdjęcie. Było z tyłu podpisane "Rodzina Phantohive i ich dzielny pies, Sparda" Na zdjęciu była szczęśliwa rodzina. Kobieta o kruczoczrnych włosach, jak moje i mężczyzna o włosach biały jak śnieg. Przy matce stał chłopiec trzymając ją za rękę, był uderzająco podobny do Vergila. Dziewczynka siedziała na kolanach ojca przytulając się do niego. Ona wyglądała jak... ja.
- Dante! Dante chodź tutaj! - Zawołałam.
- Co? - Zapytał od niechcenia.
- Czy jest możiwość że ten chłopiec... że ten chłopiec to Vergil? Sam spójrz! Uderzające podobieństwo!
- Poczekaj - Przyglądał się zdjęciu -Tak, to Vergil.
- A ta mała dziewczynka...
- Tak! to ty - nie dał mi dokończyć.
- Czyli że Vergil jest moim...
- A ją? Kojarzysz ją? - Dante przerwał mi rozmyślanie. Wziął mnie za ramię i pociagnął za sobą do obrazu. Na dole ramy było wygrawerowane imie.
- Elina - Przeczytałam na głos. Przyjrzałam jej się. Miałyśmy takie samo włosy, takie same oczy. A Vergil miał jej nos. Koło pod imieniem zabłyszczało na niebiesko. Dotknęłam go. Przyciagnął resztę mojej ręki. Zaczęła się po niej wspinać niebiesko-czarna narośl. Czułam że na moich plecach się coś pojawia. - Co się dzieje? - Dopytywałam.
- Ona... chyba łączysz sie z jakąs bronią! - Zwołał Dante podekscytowany. Odwróciłam się. Na plecach miałam kryształowy miecz. Na rękojeściu było wygrawerowane "Artemis". Wtedy z podłogi zaczęły wyskakiwać potwory...
- Fuckin Demons - Powiedział pod nosem. - Wiesz jak strzelać z pistoletu? - Zapytał. A kto by nie wiedział? Wyjęłam Sirellion i Nastmar. Podniosłam je na poziom ramienia. Pociągnęłam za spust, Naboje nie były zwyczajne. One były specjalne, przeciw demonem. Skąd to poznałam? Lśniły na niebiesko. Niebieski to kolor aniołów. Dante zaczął szarżować na demony. Skoczył jednemu na barki. Skręcił mu kark.
- Jak widzisz, życie tutaj nie jest łatwe - Mruknął pod nosem. - Kat nieługo otworzy portal. Musimy się już wracać - Nie ruszałam się Podszedł do mnie - Luna, rozumiem że wszystko co tutaj przeżyłaś to dla ciebie szok. Ale nie martw się, ja miałem tak samo. Pierwsze przejście do Atuum zawsze jest najtrudniejsze.
- Pierwsze? to będzie tego więcej? - Zapytałam. Skinął głową. Przytuliłam się do niego. Miałam ochotę płakać, ale nie zrobiłam tego. Nie mogłam okazać słabości. Nie teraz, nie w tej chwili!
- To idziemy? - Odsunęłam się. Wziął mnie za rękę. Wtedy dostrzegłam w rogu pokoju czarną różę. Podeszłam do niej.
- Czarna róża - Powiedziałam. Wzięłam ją do ręki.
Luna, to naprawdę ty?
To był twój dom
Nie pamiętam....
Nie byłam już w jednym pomieszczeniu z Dantem. Tak właściwie... to było w ogóle pomieszczenie? Pełno latających kamieni z wygrawerownymi runicznymi wzorami. Kamienny most. Rozwalony, na dodatek.
- Co do cholery...? - Zapytała. Przede mną wszystko zaczęło się układać. Stanęłam na jednym głazie. Nic. Przebiegłam, aż do wielkiej szczeliny. Poczułam szczypanie w prawej dłoni. Spojrzałam. Zaczęła lśnić na zielono. - O KURWA! - Powiedziałam. Pojawily się demony. Przypominały mi małe, oszpecone amorki. Wyjęłam Artemis. - Czas zobaczyć na co mnie stać - Westchnęłam. Skrzydlate potwory wylądowały na ziemi. Zaczęły się przekształcać w coś innego. Miały długie jastrzębie nogi, skrzydła i kocie pazury. Zaszarżowały na mnie. Popchnęły mnie do tyłu. Złapałam równowagę w ostatniej chwili. Stanęłam twardo na ziemi. Podniosłam miecz. Był jednoręczny. Lekki. Przeniosłam ciężar ciała na rękę w której go trzymałam. Z całej siły zamacham się na jednego z demonów. Odcinam mu głowę. Bezgłowe ciało biega w kółko, aż spada w przepaść. Spojrzałam na drugiego demona. Skupiłam się. Z całej siły. Wtedy krew zaczęła się w nim gotować. Wypływała oczyma i ustami. Na ramionach pojawiały się bąble które później wybuchały i tryskały krwawożółtą mazią. Rozpadł się w pył. Pobiegłam dalej. Zaczęłam skakać po kamieniach. Wtedy zobaczyłam dziwny, chyba złoty głaz. przypominał czaszkę smoka. Na środku był taki sam wzór jak na rękojeściu Artemis. Uderzałam w niego z całej siły. Na próżno, Dotknęłam go prawą ręką. Znak zabłyszczał na zielono. Zniknął. Wtedy czułam że staję się coraz słabsza. Świat zaczął wirować.
Pojawiła się kobieta z kruczoczarnymi włosami. Pamiętam. Pamiętam moją matkę. Ma na imię Elina, to od niej dostałam ten dziennik. Ten w którym pisze wszystko. Miałam też brata. Ojca nie pamietam. Byliśmy blisko. Byliśmy rodziną. Wtedy, pojawiły się demony. Zabiły ją, gdy chciała nas ratować. Wcześniej usunęła nam wspomnienia. Jacyś ludzie.... Jacyś ludzie zabrali nas i rozdzialili, byśmy byli trudniejsi do namierzenia. Pamiętam, krew mojej matki na rękach obcego mężczyzny. Pamiętam jak pożerał jej serce. Pamiętam z jaką nienawiścią na niego patrzyłam.
Obudziłam się. DDante nade mną stał.
- Wszystko dobrze? - Zapytał.Milczałam. Nadal byłam w szoku. - Nic ci nie jest? - Napotkałam jego spojrzenie. Był pełen troski.
- Tak... w porządku - Wstałam. Przeczesałam włosy palcami. Zabrałam czarną różę. Schowałam ją do kieszeni. Dante wyszedł. Poszłam za nim chwiejnym krokiem. Nadal bolało mnie w piersi.
- Luna... może ci pomóc? - Zapytał. Nie odzywałam się. Sekundy w milczeniu mijają. idąc podpierałam się o ścianę by nie utracić równowagi.
- Nie. Nie trzeba. - Odezwałam się w końcu.
- Przeżyłaś szok... - Zaczął.
- NIE! Wszystko dobbrze okey? Nie musisz mnie traktować jak dziecko! - Wrzasnęłam resztaki sił.
- Wcale cię nie traktuję jak dziecko! Martwię się o ciebie i twoje zdrowie! - Krzyknął. Pojawiły się mroczki. Ciemność przed oczami. Podszedł do mnie. Podał mi jakiś dziwny kamień runiczny. - Masz. Odzyskasz siły - Uspokoił się. Co ja mam z tym kurwa zrobić? Przyłożył mi to do serca. Zaczęłam odzyskiwać siły. Stałam prosto. Odzyskałąm równowagę. - Lepiej? - Skinęłam głową. - To dobrze - Był niesamowicie poważny. Szliśmy dalej w całkowitym milczeniu. Słyszałam bicie jego serca. Jego pierś unosiła się i upadała.
- Gdzie jest portal? - Zapytałam.
- Tam gdzie rozpoczęła się nasza podróż po tym zajebistym miejscy - Mruknął pod nosem.
- ZAJEBIŚCIE! - Wrzasnęłam. Dante zwiął mnie za rękę. Pociągnął za sobą. Przyśpieszył kroku. Biegliśmy. Obejrzałam się za siebie. Wszystko zaczęło zmieniać formę. Wbiegliśmy w pokój. Stamtąd widzieliśmy wszystko. W tym portal.
- SZYBCIEJ DANTE! - Zawoała Kat. Widziałam ją. Podłoga była podzielona na różne kwadraty, trójkąty i w ogóle na różne fragmenty.
- SKaczemy - Powiedział Dante. Jeszcze bardziej ścisnął moją rękę, jakby chciał wiedzieć że nadal jestem obok. Spojrzał na mnie. Uśmiechnął się. Zeskoczył. ja zaraz po nim. Lądując złapał mnie w pasie. - Uważaj - Upomniał mnie.
- O... jak słodko. Zależy ci - Powiedziałam żartobliwie.
- Jak coś ci się stanie Vergil mnie zabije - Odburknął. Tym razem ja wzięłam go za rękę. Bałam się że coś sie stanie. A poza tym, nie chciałam żeby kazał mi wyjąć prawą rękę z kieszeni dżinsów. Nie chciałam żeby zobaczył to... to coś. Pobiegliśmy byle szybciej. W ostatniej chwili wskoczyliśmy na portal. Stanęliśmy przed vergilem i Kat i Julią.
- Jesteś moim bratem - Powiedziałam do Vergila. Uśmiechnął się.
- Starszym bratem. - Wyjął spod płaszcza medalion. Taki sam jak myślałam że dostałam od Nicka - Dostaliśmy je od matki... Gdzie jest twój? - Zapytał. WYjęłam go z kieszeni. Założyłam. Mój był czarny, jego błękitny.
- Najwidoczniej wiedziała że ta chwila nadejdzie - Powiedziałam. Skinął głową. Odwróciłam się do Dantego. Przytulał się z Kat. Poczułam jak mi się skręca w żołądku... a może raczej.. może tak właśnie czują się dziewczyny ze złamanym sercem? Vergil przyciągnął mnie do siebie.
- Tęskniłem siostro - Powiedział targając mi włosy. Może w końcu znalazłam swoje miejsce?
